W poprzedniej audycji wspominałam o zakończonych niedawno Mistrzostwach Europy w boksie, z których polskie bokserki przywiozły 4 brązowe medale. Niestety męska część reprezentacji Polski zakończyła ten turniej bez zdobyczy medalowej. Były jednak takie czasy, kiedy polska szkoła boksu była w gronie najlepszych na świecie, a jedną z jej największych gwiazd, jak nie tą największą był Zbigniew Pietrzykowski. 4 października przypadły 92 urodziny polskiego mistrza ringu.
Zbigniew Pietrzykowski urodził się w Bestwince, małej wsi na Podbeskidziu, która leży około 15 kilometrów od Bielska-Białej. Miał dwóch starszych braci: Wiktora i Ryszarda. W 1939 roku po raz pierwszy ojciec zabrał go na mecz bokserski. Niestety przyszła wojna i ojciec przyszłego pięściarza Eugeniusz trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau, a mały Zbyszek musiał zacząć zarabiać na chleb, a robił to sprzedając papierosy na targu.
Po wojnie jego starszy brat Wiktor zaczął uczęszczać na treningi bokserskie organizowane przez Bielsko-Bialskie Towarzystwo Sportowe. Młodszy Zbyszek, chciał także trenować boks, jednak starszy brat sprzeciwił się kategorycznie temu pomysłowi. Zbigniew Pietrzykowski zapisał się więc w tajemnicy do nowo powstałej sekcji bokserskiej Bialskiego Klubu Sportowego. Zadebiutował na zawodach juniorów z okazji Święta Morza. Pozytywna opinia jego walk sprawiła, że brat Wiktor zgodził się na przejście Zbyszka do Bielsko-Bialskiego Towarzystwa Sportowego, w którego barwach Pietrzykowski występował już do końca swojej bokserskiej kariery, nie licząc jednego roku spędzonego w Legii Warszawa, w ramach powołania do wojska, które otrzymał w 1955 roku.
Jeżeli boks jest niebezpieczną zabawą, to walka z Pappem przypominała zabawę z granatem – mówił Pietrzykowski. Do dzisiaj legenda węgierskiego boksu, Laszlo Papp, trzykrotny mistrz olimpijski, uznawany jest za najlepszego zawodnika w boksie amatorskim wszech czasów. W niedzielę 9 września 1956 roku w finale Turnieju o Puchar Warszawy, Bielszczanin zmierzył się z legendarnym Węgrem. W drugiej rundzie doszło do brutalnej wymiany ciosów, która zakończyła się skutecznym lewym sierpem naszego zawodnika. Węgier runął na ziemię! Papp szybko jednak wstał i złapał się za głowę, tak jakby nie dowierzał, że przed chwilą był na deskach. Po wznowieniu pojedynku dalej atakował, ale szumiało mu jeszcze w głowie. Po kolejnej serii ciosów wpadł na liny. Sędzia wyliczył go do ośmiu, ale twardy Madziar nie miał zamiaru się poddać i kontynuował walkę, chociaż był zamroczony. Pietrzykowski to wykorzystał, doskoczył do Pappa i okładał go w narożniku. Arbiter zakończył pojedynek przed czasem.
Niestety rewanż Pappa nastąpił już za kilka tygodni w półfinale turnieju olimpijskiego w Melbourne (1956). Ostatecznie Pietrzykowski musiał zadowolić się brązowym medalem, a Węgier wywalczył na igrzyskach w Melbourne swój trzeci złoty medal olimpijski. W 1957 historia zwycięstwa nad Zbigniewem Pietrzykowskim w Melbourne stała się fabułą węgierskiego filmu pt: “Ciężkie rękawice”, w którym Laszlo Papp zagrał główną rolę.
Cztery lata puźniej, 5 września 1960 roku, w rzymskim Palazzo dello Sport, tysiące widzów wiwatowało w na cześć dwóch znakomitych pięściarzy. W olimpijskim finale wagi półciężkiej Zbigniew Pietrzykowski walczył z młodą gwiazdą boksu Cassiusem Clayem, czyli już za chwilę legendarnym Muhammadem Ali. – Kilka razy celnie trafiłem, ale Clay był jak z żelaza – dziwił się Pietrzykowski, który wyszedł do finałowej walki bez ochraniacza na zęby! Jego ochraniacz gdzieś się zawieruszył po półfinałowym pojedynku. Amerykanin dominował, ale Pietrzykowski wciąż był agresywny. Jednak po końcowym gongu zakrwawiony Polak nie miał wątpliwości kto był lepszy w ringu.
Podium z Rzymu miało symbolizować zmianę warty w boksie. Wojownicy starej szkoły zostali wypunktowani przez nową gwiazdę boksu. W dzienniku „New York Times”, w artykule zatytułowanym „Gladiatorzy”, Cassius Clay został porównany do Gajusza Kasjusza, jednego z zabójców Cezara. Na ringu w Rzymie Cezara boksu uosabiał Pietrzykowski.
Podczas olimpiady w Tokio (1964) Pietrzykowski znów zdobył brązowy medal. Do trzech medali olimpijskich dołożył też cztery tytuły Mistrza Europy, stając się absolutnym dominatorem na Starym Kontynencie i jedenaście Mistrza Polski. Łącznie odbył 350 walk, z których 334 wygrał, 2 zremisował, przegrał tylko 14.
Po zakończeniu kariery Pietrzykowski został szkoleniowcem. Pracował w GKS Katowice, BBTS Bielsko-Biała oraz w Wiśle Kraków. Jakim był trenerem? Kiedy wychodził na prezentację drużyny, zawsze zbierał więcej oklasków niż jego podopieczni. Prawie nikt z nich nie potrafił wyjść z jego cienia. Często miał w drużynach słabych zawodników i nie mógł z nich zrobić mistrzów.
W 2003 roku, z okazji 80-lecia Polskiego Związku Bokserskiego, sporządzono specjalny ranking, w którym Bielszczanin uplasował się na pierwszym miejscu wśród najlepszych zawodników w historii polskiego boksu. Wybitny sportowiec zmarł 19 maja 2014 roku w wieku 79 lat. Tego samego dnia, tyle że 61 lat wcześniej, rozpoczęła się jego sportowa droga na szczyt – pokonał wtedy przed czasem, w mistrzostwach Europy w Warszawie, Jugosłowianina Ivicę Pavlicia.
Tekst ukazał się w Radiu 3ZZZ w dniu 10.10.2026 roku:
Mój blog: w drodze na Alderaan
Facebook: www.facebook.com/gosia.pomersbach


















