„Przez ostatnie 19 lat zawsze był następny trening i następny bieg. Nawet kiedy kończył się sezon, po chwili zaczynały się przygotowania do kolejnego.
Tym razem było inaczej. To był mój ostatni bieg treningowy i dokładnie wtedy, wyłączając zegar, poczułam, co tak naprawdę oznacza zakończenie kariery. Zjeżdżając po tym biegu, dotarło do mnie, że nie będzie już następnego razu, kolejnego treningu, na którym mogę coś poprawić, spróbować jeszcze raz albo zrobić lepiej.
Wiedziałam, że ten moment nadejdzie, ale czym innym jest wiedzieć, że coś się kończy, a czym innym faktycznie zrobić coś po raz ostatni.”
Aleksandra Mirosław, mistrzyni olimpijska z Paryża, była rekordzistka świata, najbardziej utytułowana zawodniczka w historii wspinaczki sportowej na czas, zakończyła swoją karierę zawodniczą. W ostatnim starcie, w sobotę 29 sierpnia, we francuskim Laval wywalczyła brązowy medal mistrzostw Europy.
W naszych audycjach pierwszy raz wspominałam o Aleksandrze Mirosław wymieniając polskie szanse medalowe na Igrzyska Olimpijskie w Tokio (2020). Występ w na olimpiadzie w Japonii zakończyła 11-to krotna rekordzistka świata we wspinaczce na czas tuż za podium, na czwartej pozycji. Po Igrzyskach w Paryżu (2024), z których ta skromna dziewczyna z Lublina wróciła ze złotym medalem, była okazja by pani Aleksandrze poświęcić całą audycję. Zwłaszcza, że jako jedyna z całej reprezentacji Polski, z olimpiady w Paryżu przywiozła złoty krążek. Dziś gdy już oficjalnie zakończyła swoją karierę,Aleksandra Mirosław pojawia się kolejny raz w naszej audycji, ale tym razem nie w ramach sukcesów, ciekawostek, czy ciekawych informacji, ale we własnych słowach, które chyba najpiękniej oddają to czym jest sport.
„Sport bywa brutalny i właśnie dlatego jest piękny.
Dziś popełniłam pierwszy falstart w swojej karierze. W biegu finałowym. W naszej dyscyplinie oznacza to jedno – dyskwalifikację.
I wiecie co? Tak po prostu czasami jest. Jutro znowu wstanie słońce i będzie piękny dzień.
Dlatego właśnie nie chcę dziś pisać ani skupiać się na wyniku. Bo ten start był dla mnie czymś znacznie większym niż medal, rekord czy miejsce. Był pożegnaniem, a pożegnania nigdy nie są łatwe.
Czuję ogromną dumę, wzruszenie i wdzięczność. Jestem szczęśliwa, że mogłam wyjść na tę scenę, pobiec, poczuć emocje i przeżyć ten dzień od początku do końca.
To były piękne zawody. Padł rekord świata. Po raz pierwszy została przełamana granica 6 sekund. Pozostaje mi tylko szczerze pogratulować Emmie, bo jest to ogromne osiągnięcie.
Nie czuję jednak, że coś straciłam. Nie czuję też, że coś zostało mi odebrane.
Zwykliśmy przywiązywać się do rzeczy, które tak naprawdę nie są nasze. Rekord nigdy nie był mój. Nie był też niczyj. Był tylko na chwilę zapisany przy moim nazwisku.
Rekordy są po to, żeby je bić. Taka jest naturalna kolej rzeczy. To one pokazują, że sport się rozwija, a granice tego, co wydaje się możliwe, ciągle się przesuwają.
Dlatego dziś schodzę ze sceny z podniesioną głową i uśmiechem.
Nie dlatego, że wszystko poszło idealnie. Właśnie dlatego, że nie poszło.
Patrząc w lustro wiem, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy. Niczego nie żałuję. I właśnie dlatego pójdę dziś spać spokojna.
Dziś po raz ostatni zeszłam ze sceny Pucharu Świata.
I życzę każdemu sportowcowi, żeby kiedyś mógł pożegnać się dokładnie w taki sposób. Ze spokojną głową, wdzięcznością i przekonaniem, że zostawił po sobie wszystko, co miał do oddania.” – po ostatnich zawodach w Pucharze Świata rozegranych w Krakowie na Rynku.
„Cóż mogę powiedzieć… dziękuję.
Mistrzostwa Europy zamknęły ostatni rozdział w najlepszy możliwy sposób i nie mówię tutaj o kolorze medalu.
Chociaż ten brąz smakuje naprawdę wyjątkowo. Przegrałam półfinał, a pięć minut później musiałam z czystą głową ponownie stanąć pod ścianą, zostawić za sobą to, co wydarzyło się chwilę wcześniej i po prostu pobiec.
A tuż przed tym finałowym biegiem, podczas prezentacji poczułam emocje, jakich nigdy wcześniej nie czułam. To było silne. Stałam tam, wiedząc, że to już ten moment.
Podejmując tą decyzję miałam jedno marzenie- zakończyć karierę dobrym biegiem i zwycięskim wyścigiem. I zrobiłam to na własnych zasadach.
A to co działo się potem było jeszcze bardziej niesamowite. Owacja na stojąco, brawa, tyle uścisków i łez i chwila, której nigdy nie zapomnę.
To była ogromna przyjemność rywalizować przez ostatnie 17 lat. Było wiele wzlotów i upadków, czasami prawdziwy rollercoaster, ale niczego nie żałuję i dla mnie to jest najważniejsze. Nie zmieniłabym ani jednej rzeczy, która wydarzyła się po drodze.
Odchodzę z podniesioną głową i z ogromem niesamowitych wspomnień, które ukształtowały mnie zarówno jako sportowca, jak i człowieka.
To był ogromny przywilej.” – po Mistrzostwach Europy w Laval.
* Wszystkie wypowiedzi pochodzą w całości z oficjalnej strony Aleksandry Mirosław na FB.
Tekst ukazał się w Radiu 3ZZZ w dniu 12.09.2026 roku:
Mój blog: w drodze na Alderaan
Facebook: www.facebook.com/gosia.pomersbach


















