No i wróciliśmy z Włoch. XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan – Cortina 2026, Australia zakończyła z najlepszym wynikiem w historii, przywożąc z Włoch aż trzy złote, dwa srebrne i jeden brązowy medal. Polacy we Włoszech wywalczyli cztery medale: trzy srebrne i jeden brązowy, a Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan – Cortina okazały się trzecimi najlepszymi „białymi” igrzyskami dla Olimpijskiej Reprezentacji Polski.

Do tej pory reprezentanci Polski, którzy startują w nich nieprzerwanie od pierwszej edycji, lepiej poradzili sobie tylko podczas ZIO w Soczi 2014 (4 złote, 1 srebrny, 1 brązowy) i w kanadyjskim Vancouver w 2010 (1 złoty, 3 srebrne, 2 brązowe), z których wrócili z sześcioma olimpijskimi krążkami.

Gwiazdą reprezentacji Polski okazał się młody skoczek narciarski Kacper Tomasiak, który na skoczniach w Predazzo zdobył aż trzy medale olimpijskie: srebro na skoczni normalnej, brąz na skoczni dużej i srebro w duecie z Pawłem Wąskiem, w konkursie par na dużej skoczni.

Tym samym 19-letni skoczek z Bielska-Białej, wszedł przebojem do panteonu polskiego sportu, nie tylko jako najmłodszy polski medalista zimowych igrzysk w historii, ale także jako czwarty zawodnik, w historii olimpijskich startów Polski, który wywalczył trzy medale na jednych igrzyskach. Przed nim ta sztuka udała się tylko legendom: lekkoatletce Irenie Szewińskiej (Tokio 1964), pływaczce Otylii Jędrzejczak (Ateny 2004) oraz biegaczce narciarskiej Justynie Kowalczyk (Vancouver 2010), choć trzeba dodać, że każda z tych pań wracała ze swoich najlepszych igrzysk z jednym złotem.

Wygląda na to, że po „małyszomanii” i „stochomanii”, także Kacper Tomasiak zyskał swoim olimpijskim występem ogromną popularność w kraju.

Przed igrzyskami zdecydowanie bardziej niż na skoczków liczono na sukcesy Polaków w łyżwiarstwie szybkim, short tracku i snowboardzie. Do optymizmu upoważniały wyniki łyżwiarzy w Pucharze Świata i mistrzostwach Europy w Tomaszowie Mazowieckim, szczególnie sprinterów Damiana Żurka i Kai Ziomek-Nogal oraz urodzonego w Rosji długodystansowca Władimira Semirunnija.

W Mediolanie o srebrny krążek postarał się Władimir Semirunnij na dystansie 10 000 m. Przynależność do czołówki światowej potwierdzili sprinterzy, lecz niestety bez efektu medalowego. O największym pechu może mówić Damian Żurek, który zajął dwukrotnie czwarte miejsce, a do podium zabrakło szczęścia i ułamków sekundy. Kaja Nogal-Ziomek była szósta na 500 m, ze stratą jedynie 0,12 s do trzeciej zawodniczki.

Polscy łyżwiarze w short tracku spisali się raczej słabo, a najlepiej jeżdżąca polska panczenistka Kamila Sellier, podczas ćwierćfinałowego biegu na 1500 m upadła i została uderzona łyżwą w twarz przez inną zawodniczkę. Sceny z tego mrożącego krew w żyłach wypadku, oraz z upadku amerykańskiej gwiazdy narciarstwa, Lindsey Vonn, były najczęściej pokazywanymi urywkami z zakończonych igrzysk przez światowe media. Obie panie musiały przejść operacje i teraz czeka je rekonwalescencja.

Po stronie plusów oczywiście dodać trzeba szóstą lokatę w dwójkach saneczkowych Nikoli Domowicz i Dominiki Piwkowskiej. W tej dyscyplinie biało-czerwoni nie byli tak wysoko od igrzysk w Sapporo w 1972 roku. I chyba nikt w Polsce nawet w snach nie widział naszych saneczkarek w pierwszej dziesiątce zimowych igrzysk. To tylko potwierdza fakt, że jak się chce osiągnąć doby wynik to jest to możliwe.

Także zdecydowanie powyżej oczekiwań wypadły biathlonistki zajmując szóste miejsce w sztafecie, a najlepsza z naszych biatlonistek Kamila Żuk, ukończyła sprint na 7,5 km, na ósmym miejscu.

Jedną z najpoważniejszych polskich kandydatek do medalu była snowboardzistka Aleksandra Król-Walas, plasująca się w czołówce zawodów Pucharu Świata w slalomie gigancie równoległym. Występ w igrzyskach zakończyła jednak na siódmym miejscu. Choć wynik i tak jest świetny to sama zawodniczka nie kryła rozczarowania po swoim starcie.

Na słowa uznania zasłużyła także alpejka Maryna Gąsienica-Daniel, siódma w slalomie gigancie, z minimalną stratą do podium.

Tak doszliśmy do ostatniego dnia igrzysk i kiedy już czekaliśmy na ceremonię zakończenia zimowej olimpiady, w rozgrywanym po raz pierwszy na igrzyskach biegu narciarskim pań na 50 km, Eliza Rucka – Michałek chyba zaskoczyła nas wszystkich wbiegając na metę tego narciarskiego maratonu na ósmej pozycji.

Nie jesteśmy potęgą w sportach zimowych, ale z Włoch wróciliśmy dumnie z tarczą. Teraz trzeba mieć nadzieję, że te wyniki pociągną do uprawiania sportu polską młodzież, bo już za cztery lata XXVI Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2030, które odbędą się w Alpach Francuskich.

Tekst ukazał się w Radiu 3ZZZ w dniu 07.03.2026 roku:

Mój blog: w drodze na Alderaan

Facebook: www.facebook.com/gosia.pomersbach